Zwykłe pokazywanie tyłka nie wystarczyło. Streamerka musiała wymyślić coś ekstra
Na Twitchu jest masa streamerek, które transmitują, przybierając odpowiednią pozycję. Ale to przestaje już wystarczać.
Te transmisje powoli zaczynają przypominać jakieś występy w cyrku. Jedne streamerki dalej próbują po prostu się wypinać, inne już widzą, że to niekoniecznie działa. Nadal jednak większość dziewczyn robi coś takiego:
I jest to klasyczny stream w kategorii plażowej. Część ma baseny, część nie – mało kto już się tym specjalnie przejmuje. Ale ze względu na dużą konkurencję cały czas trzeba wymyślać coś nowego.
Streamerki muszą coś zmieniać
Wchodząc więc na te streamy, można zobaczyć bardzo dziwne rzeczy. Już nawet nie mówimy o pisaniu na ciele, a chociażby o biciu rekordu w hula hop. Cały myk polega na tym, że nie jest ono zawieszane na talii.
No dosłownie, jakby się było w cyrku. Z tą różnicą, że dzieje się to bezpośrednio na Twitchu. Dziewczyny muszą coraz bardziej się w to angażować, wymyślać coraz dziwniejsze rzeczy, by tylko ludzie chcieli to oglądać.
I finalnie faktycznie wychodzą na swoje. Jest masa streamerek, które mają po te 100-500 widzów i zarabiają po kilkanaście tysięcy dolarów miesięcznie. Wszystko dzięki donejtom.